Dzisiaj razem z Magdą Gessler sprawdzam efekty działań optymalizacyjnych.

Łukasz Flak        22 kwietnia 2017        Komentarze (0)

Wiosna przyszła! Powiem więcej – zdążyła już nawet z powrotem przyjść zima! 🙂 Minął więc chyba cały rok, a tu żaden wpis na blogu się nie pojawił. Niestety byłem nieco zajęty optymalizowaniem firm i przekształceniami w paru przedsiębiorstwach, ale jest wreszcie czas napisać coś na blogu.

Póki co chciałem zaanonsować, że dzisiaj będę sprawdzał efekty działań optymalizacyjnych w jednej z restauracji w Tarnowskich górach. Od mojego klienta otrzymałem bowiem zaproszenie na tzw. finałową kolację „Kuchennych Rewolucji Magdy Gessler”.

Toż to się będzie dzisiaj działo. Ponoć wczoraj szef kuchni specjalnie jeździł do Dąbrowy Górniczej po śliwkę nowosądecką (cokolwiek to znaczy)! Tak czy inaczej, krótkie podsumowanie znajdzie się niebawem w tym miejscu na blogu….. chyba że się pochoruję 🙂

Krótka wycieczka na blog Rafała Chmielewskiego – wywiad

Łukasz Flak        27 marca 2017        Komentarze (1)

Dzisiaj zabiorę Cię na wiosenną wycieczkę na blog Rafała Chmielewskiego. Rafał to człowiek, który w życiu zawodowym, jak mi się wydaje, kieruje się słowami A. Einsteina: „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów”.

Idąc zatem wytyczoną przez siebie ścieżką, Rafał nie powielał pomysłów innych, lecz bazując na unikatowej idei, zbudował jedyną w Polsce i Europie firmę zajmującą się promocją działalności prawniczej. Z jego usług korzysta już ponad 100 kancelarii prawnych z całej Europy!

Na prowadzonym przez Rafała blogu stworzonym dla przedsiębiorców, podzieliłem się ostatnio z jego czytelnikami kilkoma refleksjami dotyczącymi  przede wszystkim tematyki Lean Management.

Zapraszam Cię zatem serdecznie do lektury tego krótkiego wywiadu z moją skromną osobą.

Link do wywiadu: http://www.japrzedsiebiorca.biz/lean-management-lukasz-flak/

Dzisiaj będzie troszkę o tym, co zawarte powinno być w regulaminie wynagradzania pracowników, aby byli oni szczęśliwi, swego szefa chwalili i nie chcieli zmienić miejsca zatrudnienia. Ale jak zawsze do tematu zabierzemy się od nieoczywistej strony (tej nazwanej też przez niektórych takim krótkim, żołnierskim słowem 🙂 ).

Wiosna idzie już wielkimi krokami. Aż chce się wyjść na dwór i pobiegać  w coraz ostrzejszym słońcu. Dzisiaj będzie więc trochę o bieganiu. Urządzimy bowiem wyścigi czynników motywujących pracowników do pracy i zobaczymy, który z nich jest w najlepszej formie w tym roku, który zaś jest mocno przereklamowany. Razem z inspektorami kontroli antydopingowej zajrzymy też do szatni i przekonamy się, czy nie ma w tym gronie jakiegoś kolegi braci Zielińskich 🙂

Oddajemy zatem głos ze studia i przenosimy się na nasz optymalizacyjno-firmowy stadion. Halo, halo Janku!…..  haaaalllooo…. co za szajs, znów nic nie słyszę w tych słuchawkach…  o już jesteśmy na antenie… tak… Proszę Państwa, szkoda że Państwo tego nie widzą! Kolorowy tłum wygodnie rozsiadł się już na trybunach. Powietrze jest  rozedrgane od krzyku tysięcy gardeł, zagrzewających do boju swoich ulubieńców. Na starcie do biegu przygotowują się już zawodnicy. Naciągają ścięgna, naprężają mięśnie. Za chwile staną w blokach. Oczy wszystkich skierowane są oczywiście na Kasę. Czy obroni tytuł? Czy będzie najlepsza, zgodnie z oczekiwaniami swoich wielbicieli, tak licznie zgromadzonych na stadionie?!

Zawodnicy zajęli już miejsca! Wyprężyli swe muskularne ciała, opierając dłonie na linii startowej. Wyglądają niczym marmurowe posągi. Ale to tylko pozory! Błyskawicznie ożyli bowiem  słysząc strzał pistoletu. Nic dziwnego, nikt nie chce być przecież nieruchomym celem w czasie strzelaniny!

Na prowadzenie od pierwszych metrów wysuwa się Kasa. Reszta stawki pozostaje w tyle. Trudno powiedzieć kto dokładnie biegnie tuż za nią, bowiem napisy na koszulkach pozostałych zawodników są spłowiałe i prawie nieczytelne. Dla wszystkich jest bowiem oczywiste, że w stawce liczy się tylko Kasa, więc resztą biegaczy nikt nie zawraca sobie głowy.

Pytam kolegę – Węgra ze stanowiska komentatorskiego obok – może coś wie…. ale chyba on także nie zastanawiał się nigdy kto jeszcze – oprócz Kasy – uczestniczy w dzisiejszych zawodach… Właśnie zdaję sobie sprawę z beznadziei sytuacji…  głupie pytanie,  przecież to Węgier! Taaaa!

Wracam wzrokiem na bieżnie. …. Cóż to?!…. Kasa słabnie! Pozostali zawodnicy ustawiają się na wirażu po wewnętrznej stronie i jeden po drugim wyprzedają faworytkę. Już czterech!.. nie pięciu! … nie ośmiu zawodników jest przed ulubienicą tłumu!

To już ostatnie metry! Kasa zdaje sobie chyba już sprawę, że nie tylko zwycięstwo wymyka się jej z rąk, ale także tak długo pielęgnowana reputacja. Nie walczy już i truchtem ostatnia wpada na metę. Cóż za dramat! Na trybunach jej wieloletni partner – Przelew Bankowy wyrywa sobie włosy z głowy! Proszę Państwa, co za sensacja! Kasa dopiero dziewiąta na mecie!

Oddaję głos do studia…

Zatem sensacja! A kto uplasował się na wyższych pozycjach? Według badań, innymi niż pieniądze czynnikami, silniej motywującymi do pracy i pozwalającymi zatrzymać pracowników w firmie na dłużej są:

  • okazywanie pracownikom szacunku,
  • istnienie planu zarządzania rozwojem pracowników,
  • istnienie planu sukcesji firmy,
  • prowadzenie polityki mentoringu,
  • zapewnienie równowagi między pracą, a życiem prywatnym,
  • upełnomocnienie pracowników,
  • zapewnienie elastyczności miejsca pracy,
  • zapewnienie właściwej komunikacji w przedsiębiorstwie. *

Regulamin wynagradzania pracowników, aby prawidłowo spełniał swoją rolę, powinien zatem brać pod uwagę wiele innych czynników, oprócz samego tylko motywatora pieniężnego. Jak widać z powyższego wyliczenia nie wszystkie wymienione czynniki da się w ogóle ująć w takim dokumencie. Opracowanie regulaminu wynagradzania powinno być zatem jedyne częścią całego szeregu zmian, jakie powinno przejść przedsiębiorstwo, jeśli ma zmienić się w przyjazne pracownikom miejsce zatrudnienia, a przez to podnosić swoją wydajność  i zwiększać zysk.

W tym kontekście przypomina mi się zakład, który jego pracownicy powszechnie nazywali skrótem KL (tak, od tego KL w Oświęcimiu!). Nie trudno zgadnąć, czy byli oni zmotywowani do pracy i czy firma zarabiała, czy traciła na takim stosunku pracowników do własnego pracodawcy.

Dodam, że jeśli chodzi o sam regulamin wynagradzania pracowników, to jego treść musi być każdorazowo indywidualnie dostosowana do struktury organizacyjnej firmy, rodzaju jej działalności, ilości zatrudnianych pracowników obecnie i w przyszłości, planów rozwoju firmy itp. Wymyślanie zupełnie abstrakcyjnych reguł postępowania w tym zakresie – tj.  tworzenie ich z perspektywy biurka – mija się zatem z celem (chodzi mi o reguły np. w rodzaju: „temu damy tyle i tyle jeśli to i to, a poza tym tyle i tyle do podziału na wszystkich pracowników działu z zysku firmy w danym miesiącu” itp.).

Dlatego w ramach działań optymalizacyjnych przygotowanie tego rodzaju regulaminu w Kancelarii Derek & Flak (jak i innych dokumentów prawnych o charakterze optymalizacyjnym) zawsze poprzedzamy przeprowadzeniem analizy procesów zachodzących w firmie przez nasz zespół specjalistów Lean Management. Takie badanie (czasem tygodniowe, czasem dłuższe) – w tym przeprowadzenie wywiadów z pracownikami, poznanie ich zwykłego dnia pracy, oraz problemów, z jakimi codziennie mierzą się szeregowi pracownicy, jak i kadra zarządzająca – pozwala ustalić takie zasady wynagradzania pracowników, które spełnią stawiane im wymagania.

O regulaminach wynagradzania na dzisiaj tyle, ale już wkrótce powrócę do tematu, żeby opowiedzieć Ci o jednym z narzędzi przydatnych nie tylko przy sporządzaniu regulaminów pracowniczych, ale także dla wydajniejszego zarządzania firmą, ustalenia jej struktury organizacyjnej, a także zapewnienia stabilizacji jej działalności. Mowa będzie o tzw. matrycy kompetencji…. ale to już historia na zupełnie inne opowiadanie.

*wyniki biegu opracowane zostały na podstawie raportu:  ”Obraz obszaru HR w badaniach Harvey Nash”.

 

Rozwiązanie zagadki martwego przedsiębiorstwa.

Łukasz Flak        17 lutego 2017        Komentarze (1)

Nie bądź megalomanem! Miej świadomość gdzie jest Twoje miejsce.

Jakiś czas temu obiecałem Ci rozwiązanie zagadki kryminalnej, w której gościnnie zgodził się wystąpić porucznik Columbo (za co składam mu niniejszym gorące podziękowania 🙂 ).

No to do dzieła!

Bez ogródek wskażę, że sprawcą tragedii odcinka był znany złoczyńca, o wielu przestępczych pseudonimach.

Z takich najbardziej znanych wymienić można:

  • brak należytej dbałości o biznes (to dopiero jest rozbudowane pseudo, godne prawdziwego mężczyzny, a nie takie aliasowe słabizny, jakie przybierają sobie gwiazdy rocka, np. jakiś tam Bono, albo Sting),
  • megalomania i przeświadczenie o własnej wielkości,
  • brak działań zmierzających do rozwoju i podniesienia wartości firmy względem konkurencji,
  • nie uwzględnienie potencjalnych zagrożeń dla biznesu i nie przeciwdziałanie im.

Co skłoniło mnie do wskazania takich, a nie innych przyczyn upadku firmy? … Życie!

Pamiętam gdy ponad dwa lata temu zaproszony zostałem – wraz z szefem Kancelaryjnego zespołu Lean Management – na spotkanie w sprawie optymalizacji działalności do dużej, śląskiej firmy. Przedsiębiorstwo to wykonywało specjalistyczne oprzyrządowanie, wykorzystywane głównie w fabrykach branży automotiv (dla niezaznajomionych z tematem – czyli tam gdzie produkują wszystko co jeździ i ma więcej niż dwa koła 🙂 ).

Zarząd firmy przyzwyczaił się do silnej pozycji na rynku, którą jak się okazało w rozmowie, zdobył przed laty głównie dzięki początkowemu, niskiemu progowi inwestycji w infrastrukturę zakładu (bowiem został on sprywatyzowany i sprzedany przez Skarb Państwa obecnemu właścicielowi za tak śmieszne pieniądze, że gdy dzisiaj przywoła się wspomnienie tamtych czasów w biurze zarządu, wszyscy od razu tarzają się ze śmiechu po podłodze).

Zdradzono nam również, że w najbliższym czasie produkty zakładu mają być sprzedane między innymi do nowo powstających fabryk w Meksyku. Władze spółki były z tego bardzo dumne. Tak ogólnie mówiąc, to ze wszystkiego były bardzo dumne – nie tylko z tego Meksyku. Wszystko w firmie było w przekonaniu zarządu najlepsze, największe, najnowocześniejsze (i jeszcze parę naj mógłbym tu wymienić).

W toku spotkania zaczęliśmy się nawet zastanawiać, po co tak naprawdę zostaliśmy zaproszeni, skoro nie ma czego optymalizować i wszystko tak świetnie się układa? Problemy w firmie nie występowały. Na pytania o wszelkie kwestie prawne słyszeliśmy tylko – mamy to już załatwione i już niczego nie da się tu poprawić. Także w trakcie omawiania zasad szczupłego zarządzania (Lean Management) spotykaliśmy się raz za razem z odpowiedzią – my to już wdrożyliśmy!

Na te słowa spojrzeliśmy po sobie ze specjalistą naszego działu Lean Management, z lekkim zdziwieniem. To co przed chwilą usłyszeliśmy świadczyło, że… firma była już trupem.

Istotą działań optymalizacyjnych jest bowiem to, że nie można ich wdrożyć. Ich podejmowanie stanowi nieustającą drogę do doskonałości, której (co oczywiste) nie można osiągnąć, choćby ze względu na zmieniające się uwarunkowania zewnętrzne. Jeśli takich działań nie podejmuje się nieustannie, konkurencja szybko wejdzie w miejsca rynku, w których byliśmy do tej pory dobrze usadowieni.

Innego zdania był jednak zarząd przedsiębiorstwa. Wiceprezes – zamiast pracą – zajmował się już głównie rozwojem swojego ekscentrycznego hobby (nie podam tu o jakie hobby chodzi, bo było ono na tyle nietypowe, że można by tym tropem zidentyfikować opisywaną firmę 🙂 ), a pozostali przyznali w rozmowie, że nie specjalnie chcą już angażować się w rozwój przedsiębiorstwa, bowiem według nich teraz przyszedł już czas wyłącznie na odcinanie kuponów.

Zrozumieliśmy wtedy, cel tego spotkania. Ci ludzie chcieli się jedynie pochwalić przed nami tym „sukcesem” i stanem, w którym ktoś, kto chciałby zaproponować im jakieś działania doskonalące, musiałby odejść z kwitkiem. Podziękowaliśmy więc grzecznie za rozmowę zabierając kwitek.

Niedawno – zupełnie przypadkiem – otrzymaliśmy sygnał, że w zakładzie tym nie dzieje się dobrze. Znaczną część kontraktów przejęli bardziej konkurencyjni cenowo producenci z zagranicy. Z informacji, które do nas docierają wiemy, że sprzedaż drastycznie spadła, a firma działa obecnie głównie dzięki obowiązującym jeszcze umowom serwisowym, na sprzęt dostarczany klientom przed laty.

W zakładzie panuje też nieprzyjemna atmosfera, co skutkuje dużą rotacją pracowników. Przez taki stan rzeczy starą, wykwalifikowaną kadrę zastępują niedoświadczeni pracownicy. Zaistniała sytuacja pogłębia tylko problemy zakładu z utrzymaniem wysokiej jakości produkcji…

…..a było już tak pięknie….

Jak wskazuje powyższy przykład, lepiej nie spoczywać na laurach i ciągle szukać drogi do doskonalenia własnego biznesu. Bądź zatem czujny! Jeśli nie tak, jak porucznik Columbo, to może chociaż tak, jak porucznik Frank Drabin, który gdy już szuka…. to zawsze znajduje!

Nie wierzysz? No to zerknij tutaj 🙂

O śmierci w słonecznym LA – czyli co może doprowadzić spółkę do upadku.

Łukasz Flak        28 stycznia 2017        2 komentarze

Peter Falk jako porucznik Columbo

Ostatnio wieczorami odświeżam sobie pewien serial, który przed wieloma laty był hitem połowy kanałów telewizji (bowiem wtedy było ich, tj. tych kanałów – aż dwa 🙂 ). Jeśli nie urodziłeś się dostatecznie wcześnie to możesz nie kojarzyć jego głównego bohatera, a jest nim niewysoki porucznik wydziału zabójstw z policji miasta aniołów (jak to mówią meksykanie, którzy urodzili się jeszcze przed epoką muru Trumpa: „z El Ej”). Nasz bohater nosi wdzięczne, odziedziczone po sycylijskich przodkach nazwisko – Columbo.

Tak nawiasem mówiąc nie wiadomo czemu się to czyta „Kolombo”… hmm… chyba, żeby ze względu na włoskie korzenie naszego bohatera, nie dać satysfakcji Krzysiowi… ale nie temu od Puchatka, tylko tego co odkrył Amerykę. Cóż… jakby się nie czytało, budzi on we mnie wielką sympatię… może po części także dlatego, że aktor wcielający się w tą postać ma na nazwisko prawie takie jak ja. 🙂

Jeśli nie widziałeś jeszcze żadnego odcinka „Columbo” lepiej szybko nadrób zaległości, a najlepiej zrób to jeszcze przed przeczytaniem pozostałej części tego wpisu. Jeśli natomiast Columbo jest Ci dobrze znany, to popuść wodze fantazji i wyobraź sobie, że okiem kamery towarzyszysz mu w rozwikłaniu kolejnej kryminalnej zagadki.

Tym razem ofiarą okazała się całkiem dobrze zapowiadająca się firma. Z uwagi na prośbę rodziny o uszanowanie prywatności nie podaję tutaj jej nazwy. O rozpaczy rodziny niech świadczy jedynie fakt, że na jej grobie rodzice złożyli wieniec z przepełnionym żalem napisem na szarfie: „Kochanej spółce – córce”.  Smutek sytuacji pogłębiał także fakt, że w momencie zejścia (z rynku rzecz jasna) była jeszcze niepełnoletnia.

Sposób uśmiercenia ofiary sprawił, że dla Columbo oczywistymi podejrzanymi w sprawie byli bracia: ZUS i urząd skarbowy (znany też w półświatku jako: US).

W toku czynności śledczych okazało się jednak, że sprawa nie będzie tak prosta do rozwiązania. Ujawniło się bowiem, że obaj mieli alibi na czas zabójstwa. US w czasie gdy nastąpiła zbrodnia, akurat paraliżował kilka firm kontrolą krzyżową, zaś ZUS zarzynał parę jednoosobowych przedsiębiorstw, które miały gorszy okres w swej działalności i nie posiadały pieniędzy na opłacenie składek.

Na ubraniu obu znaleziono wiele krwawych plam, jednak grupa krwi zamordowanej obecnie firmy nie pasowała do żadnej z nich. Tym razem obaj byli więc poza podejrzeniem.

Columbo nie dawał jednak za wygraną. Postanowił, że uda się na miejsce zbrodni…. do gabinetu prezesa spółki – denatki. Charakterystycznym dla siebie, powłóczystym krokiem wszedł do opuszczonej już prawie siedziby firmy. Przeszedł przez opustoszały hall i sekretariat, aby nieśmiało wkroczyć przez uchylone drzwi do gabinetu prezesa.

Może to niekulturalne, żeby myszkować po czyimś biurze pod jego nieobecność, ale nie było innego wyjścia. Nie zawahał się. Miał bowiem w głowie słowa, które zawsze powtarzała mu żona: „pamiętaj aby kupić chleb”… wróć, wróć… to nie to: „pamiętaj Columbo, jeśli wchodząc gdzieś możesz rozwiązać sprawę, zrób to!”.

Dziwnym trafem pasowały one jak ulał do sytuacji (może dlatego, że je tak wymyśliłem?… a jeśli ktoś wie, jak do Columbo zwraca się żona, to proszę o kontakt, bo w serialu chyba nigdy nie pada jego imię… a raczej nie woła go w domu po nazwisku).

Gabinet nie był zbyt przestronny. Na starym, zdezelowanym biurku walały się jakieś papiery. Columbo rzucił na nie okiem (tym zdrowym rzecz jasna). Wynikało z nich, w sposób jednoznaczny, że denatka już od dłuższego czasu stawała się coraz mniej konkurencyjna i coraz gorzej wiodło się jej w sprzedaży własnych produktów.

Ostatnimi czasy proste zabiegi kosmetyczne nie tuszowały już dziwnych –  ja na jej młody jeszcze wiek – rys wizerunkowych. Coraz więcej wpadek w zakresie jakości produktu, brak możliwości zejścia z ceny, poniżej poziomu prezentowanego w ofertach konkurencji. Taaak! Miał już pewność. Wplątała się w niezłą kabałę. Tylko dlaczego? Zamiast tuszować niedoskonałości, mogła przecież dokonać przekształcenia formy prawnej, albo zbudować strukturę holdingową. Jak się wydaje proces upadku postępował powoli, więc był na to czas…

W gabinecie uwagę porucznika zwróciły liczne, należące do prezesa nagrody, zdobyte w turniejach golfowych. W oczy rzucały się też dwie torby kijów, używanych w tej szlachetnej grze. Columbo mógł określić, że były one znakomitej jakości i musiały kosztować fortunę. Interesował się bowiem kiedyś golfem, ale jego samego nie stać było na uprawianie tak drogiego sportu, bowiem skromną pensję policjanta wydawał na marnej jakości cygara… albo inwestował w remonty swego peugeota 403, rocznik ‘59. Z żalem zarzucił  więc marzenia o trafianiu do dołka (pocieszał się za to tym, że dzięki niemu do dołka, a właściwie „na dołek”, trafiają inni).

Columbo mógł się już zorientować, że prezes od jakiegoś czasu nie interesował się zbytnio swoją spółką, woląc przemierzać w godzinach pracy pole golfowe. Wskazywały na to również inne poszlaki. W szufladach biurka nie znalazł bowiem żadnych procedur pracowniczych, regulaminów i innych podobnych dokumentów, przygotowanych przez Kancelarię Derek&Flak.

Dopiero teraz zorientował się, że z gabinetu wychodziło małe okienko – niemal ukryte za szafą. Otwierało ono widok z pomieszczenia, wprost na opustoszałą teraz halę produkcyjną. Pewnie dzięki niemu prezes mógł podziwiać proces produkcji, bez spotykania się z pracowniczym motłochem. Columbo zerknął przez okienko, choć po oglądzie gabinetu i bez tego wiedział, czego spodziewać się w przestrzeni produkcyjnej. Jego… oku ukazał się widok zakładu, w którym nikt nie ma pojęcia o standaryzacji oraz zasadach zarządzania zgodnych z filozofią Lean Management.

Teraz musiał to wszystko poukładać sobie w głowie. Złożył prawą dłoń w charakterystyczną pozę: „kombinerki” i w zadumie przytknął ją do czoła. Ależ tak! Wszystko było już jasne! Z ulgą sięgnął do kieszeni prochowca po wymiętoszony kawałek cygara i wkładając go do ust, powolnym krokiem wyszedł z pokoju.

Ruszał na pole golfowe, aby dokonać aresztowania… nieco tylko przygnębiony perspektywą paru godzin, które będzie musiał teraz spędzić pisząc raport dla przełożonego.

A czy Ty wiesz już kto i w jaki sposób zamordował spółkę?

Jeśli nie, odpowiedź uzyskasz w niedalekiej przyszłości, w kolejnym wpisie 🙂