Dzisiaj będzie troszkę o tym, co zawarte powinno być w regulaminie wynagradzania pracowników, aby byli oni szczęśliwi, swego szefa chwalili i nie chcieli zmienić miejsca zatrudnienia. Ale jak zawsze do tematu zabierzemy się od nieoczywistej strony (tej nazwanej też przez niektórych takim krótkim, żołnierskim słowem 🙂 ).

Wiosna idzie już wielkimi krokami. Aż chce się wyjść na dwór i pobiegać  w coraz ostrzejszym słońcu. Dzisiaj będzie więc trochę o bieganiu. Urządzimy bowiem wyścigi czynników motywujących pracowników do pracy i zobaczymy, który z nich jest w najlepszej formie w tym roku, który zaś jest mocno przereklamowany. Razem z inspektorami kontroli antydopingowej zajrzymy też do szatni i przekonamy się, czy nie ma w tym gronie jakiegoś kolegi braci Zielińskich 🙂

Oddajemy zatem głos ze studia i przenosimy się na nasz optymalizacyjno-firmowy stadion. Halo, halo Janku!…..  haaaalllooo…. co za szajs, znów nic nie słyszę w tych słuchawkach…  o już jesteśmy na antenie… tak… Proszę Państwa, szkoda że Państwo tego nie widzą! Kolorowy tłum wygodnie rozsiadł się już na trybunach. Powietrze jest  rozedrgane od krzyku tysięcy gardeł, zagrzewających do boju swoich ulubieńców. Na starcie do biegu przygotowują się już zawodnicy. Naciągają ścięgna, naprężają mięśnie. Za chwile staną w blokach. Oczy wszystkich skierowane są oczywiście na Kasę. Czy obroni tytuł? Czy będzie najlepsza, zgodnie z oczekiwaniami swoich wielbicieli, tak licznie zgromadzonych na stadionie?!

Zawodnicy zajęli już miejsca! Wyprężyli swe muskularne ciała, opierając dłonie na linii startowej. Wyglądają niczym marmurowe posągi. Ale to tylko pozory! Błyskawicznie ożyli bowiem  słysząc strzał pistoletu. Nic dziwnego, nikt nie chce być przecież nieruchomym celem w czasie strzelaniny!

Na prowadzenie od pierwszych metrów wysuwa się Kasa. Reszta stawki pozostaje w tyle. Trudno powiedzieć kto dokładnie biegnie tuż za nią, bowiem napisy na koszulkach pozostałych zawodników są spłowiałe i prawie nieczytelne. Dla wszystkich jest bowiem oczywiste, że w stawce liczy się tylko Kasa, więc resztą biegaczy nikt nie zawraca sobie głowy.

Pytam kolegę – Węgra ze stanowiska komentatorskiego obok – może coś wie…. ale chyba on także nie zastanawiał się nigdy kto jeszcze – oprócz Kasy – uczestniczy w dzisiejszych zawodach… Właśnie zdaję sobie sprawę z beznadziei sytuacji…  głupie pytanie,  przecież to Węgier! Taaaa!

Wracam wzrokiem na bieżnie. …. Cóż to?!…. Kasa słabnie! Pozostali zawodnicy ustawiają się na wirażu po wewnętrznej stronie i jeden po drugim wyprzedają faworytkę. Już czterech!.. nie pięciu! … nie ośmiu zawodników jest przed ulubienicą tłumu!

To już ostatnie metry! Kasa zdaje sobie chyba już sprawę, że nie tylko zwycięstwo wymyka się jej z rąk, ale także tak długo pielęgnowana reputacja. Nie walczy już i truchtem ostatnia wpada na metę. Cóż za dramat! Na trybunach jej wieloletni partner – Przelew Bankowy wyrywa sobie włosy z głowy! Proszę Państwa, co za sensacja! Kasa dopiero dziewiąta na mecie!

Oddaję głos do studia…

Zatem sensacja! A kto uplasował się na wyższych pozycjach? Według badań, innymi niż pieniądze czynnikami, silniej motywującymi do pracy i pozwalającymi zatrzymać pracowników w firmie na dłużej są:

  • okazywanie pracownikom szacunku,
  • istnienie planu zarządzania rozwojem pracowników,
  • istnienie planu sukcesji firmy,
  • prowadzenie polityki mentoringu,
  • zapewnienie równowagi między pracą, a życiem prywatnym,
  • upełnomocnienie pracowników,
  • zapewnienie elastyczności miejsca pracy,
  • zapewnienie właściwej komunikacji w przedsiębiorstwie. *

Regulamin wynagradzania pracowników, aby prawidłowo spełniał swoją rolę, powinien zatem brać pod uwagę wiele innych czynników, oprócz samego tylko motywatora pieniężnego. Jak widać z powyższego wyliczenia nie wszystkie wymienione czynniki da się w ogóle ująć w takim dokumencie. Opracowanie regulaminu wynagradzania powinno być zatem jedyne częścią całego szeregu zmian, jakie powinno przejść przedsiębiorstwo, jeśli ma zmienić się w przyjazne pracownikom miejsce zatrudnienia, a przez to podnosić swoją wydajność  i zwiększać zysk.

W tym kontekście przypomina mi się zakład, który jego pracownicy powszechnie nazywali skrótem KL (tak, od tego KL w Oświęcimiu!). Nie trudno zgadnąć, czy byli oni zmotywowani do pracy i czy firma zarabiała, czy traciła na takim stosunku pracowników do własnego pracodawcy.

Dodam, że jeśli chodzi o sam regulamin wynagradzania pracowników, to jego treść musi być każdorazowo indywidualnie dostosowana do struktury organizacyjnej firmy, rodzaju jej działalności, ilości zatrudnianych pracowników obecnie i w przyszłości, planów rozwoju firmy itp. Wymyślanie zupełnie abstrakcyjnych reguł postępowania w tym zakresie – tj.  tworzenie ich z perspektywy biurka – mija się zatem z celem (chodzi mi o reguły np. w rodzaju: „temu damy tyle i tyle jeśli to i to, a poza tym tyle i tyle do podziału na wszystkich pracowników działu z zysku firmy w danym miesiącu” itp.).

Dlatego w ramach działań optymalizacyjnych przygotowanie tego rodzaju regulaminu w Kancelarii Derek & Flak (jak i innych dokumentów prawnych o charakterze optymalizacyjnym) zawsze poprzedzamy przeprowadzeniem analizy procesów zachodzących w firmie przez nasz zespół specjalistów Lean Management. Takie badanie (czasem tygodniowe, czasem dłuższe) – w tym przeprowadzenie wywiadów z pracownikami, poznanie ich zwykłego dnia pracy, oraz problemów, z jakimi codziennie mierzą się szeregowi pracownicy, jak i kadra zarządzająca – pozwala ustalić takie zasady wynagradzania pracowników, które spełnią stawiane im wymagania.

O regulaminach wynagradzania na dzisiaj tyle, ale już wkrótce powrócę do tematu, żeby opowiedzieć Ci o jednym z narzędzi przydatnych nie tylko przy sporządzaniu regulaminów pracowniczych, ale także dla wydajniejszego zarządzania firmą, ustalenia jej struktury organizacyjnej, a także zapewnienia stabilizacji jej działalności. Mowa będzie o tzw. matrycy kompetencji…. ale to już historia na zupełnie inne opowiadanie.

*wyniki biegu opracowane zostały na podstawie raportu:  ”Obraz obszaru HR w badaniach Harvey Nash”.

 

Rozwiązanie zagadki martwego przedsiębiorstwa.

Łukasz Flak        17 lutego 2017        Komentarze (1)

Nie bądź megalomanem! Miej świadomość gdzie jest Twoje miejsce.

Jakiś czas temu obiecałem Ci rozwiązanie zagadki kryminalnej, w której gościnnie zgodził się wystąpić porucznik Columbo (za co składam mu niniejszym gorące podziękowania 🙂 ).

No to do dzieła!

Bez ogródek wskażę, że sprawcą tragedii odcinka był znany złoczyńca, o wielu przestępczych pseudonimach.

Z takich najbardziej znanych wymienić można:

  • brak należytej dbałości o biznes (to dopiero jest rozbudowane pseudo, godne prawdziwego mężczyzny, a nie takie aliasowe słabizny, jakie przybierają sobie gwiazdy rocka, np. jakiś tam Bono, albo Sting),
  • megalomania i przeświadczenie o własnej wielkości,
  • brak działań zmierzających do rozwoju i podniesienia wartości firmy względem konkurencji,
  • nie uwzględnienie potencjalnych zagrożeń dla biznesu i nie przeciwdziałanie im.

Co skłoniło mnie do wskazania takich, a nie innych przyczyn upadku firmy? … Życie!

Pamiętam gdy ponad dwa lata temu zaproszony zostałem – wraz z szefem Kancelaryjnego zespołu Lean Management – na spotkanie w sprawie optymalizacji działalności do dużej, śląskiej firmy. Przedsiębiorstwo to wykonywało specjalistyczne oprzyrządowanie, wykorzystywane głównie w fabrykach branży automotiv (dla niezaznajomionych z tematem – czyli tam gdzie produkują wszystko co jeździ i ma więcej niż dwa koła 🙂 ).

Zarząd firmy przyzwyczaił się do silnej pozycji na rynku, którą jak się okazało w rozmowie, zdobył przed laty głównie dzięki początkowemu, niskiemu progowi inwestycji w infrastrukturę zakładu (bowiem został on sprywatyzowany i sprzedany przez Skarb Państwa obecnemu właścicielowi za tak śmieszne pieniądze, że gdy dzisiaj przywoła się wspomnienie tamtych czasów w biurze zarządu, wszyscy od razu tarzają się ze śmiechu po podłodze).

Zdradzono nam również, że w najbliższym czasie produkty zakładu mają być sprzedane między innymi do nowo powstających fabryk w Meksyku. Władze spółki były z tego bardzo dumne. Tak ogólnie mówiąc, to ze wszystkiego były bardzo dumne – nie tylko z tego Meksyku. Wszystko w firmie było w przekonaniu zarządu najlepsze, największe, najnowocześniejsze (i jeszcze parę naj mógłbym tu wymienić).

W toku spotkania zaczęliśmy się nawet zastanawiać, po co tak naprawdę zostaliśmy zaproszeni, skoro nie ma czego optymalizować i wszystko tak świetnie się układa? Problemy w firmie nie występowały. Na pytania o wszelkie kwestie prawne słyszeliśmy tylko – mamy to już załatwione i już niczego nie da się tu poprawić. Także w trakcie omawiania zasad szczupłego zarządzania (Lean Management) spotykaliśmy się raz za razem z odpowiedzią – my to już wdrożyliśmy!

Na te słowa spojrzeliśmy po sobie ze specjalistą naszego działu Lean Management, z lekkim zdziwieniem. To co przed chwilą usłyszeliśmy świadczyło, że… firma była już trupem.

Istotą działań optymalizacyjnych jest bowiem to, że nie można ich wdrożyć. Ich podejmowanie stanowi nieustającą drogę do doskonałości, której (co oczywiste) nie można osiągnąć, choćby ze względu na zmieniające się uwarunkowania zewnętrzne. Jeśli takich działań nie podejmuje się nieustannie, konkurencja szybko wejdzie w miejsca rynku, w których byliśmy do tej pory dobrze usadowieni.

Innego zdania był jednak zarząd przedsiębiorstwa. Wiceprezes – zamiast pracą – zajmował się już głównie rozwojem swojego ekscentrycznego hobby (nie podam tu o jakie hobby chodzi, bo było ono na tyle nietypowe, że można by tym tropem zidentyfikować opisywaną firmę 🙂 ), a pozostali przyznali w rozmowie, że nie specjalnie chcą już angażować się w rozwój przedsiębiorstwa, bowiem według nich teraz przyszedł już czas wyłącznie na odcinanie kuponów.

Zrozumieliśmy wtedy, cel tego spotkania. Ci ludzie chcieli się jedynie pochwalić przed nami tym „sukcesem” i stanem, w którym ktoś, kto chciałby zaproponować im jakieś działania doskonalące, musiałby odejść z kwitkiem. Podziękowaliśmy więc grzecznie za rozmowę zabierając kwitek.

Niedawno – zupełnie przypadkiem – otrzymaliśmy sygnał, że w zakładzie tym nie dzieje się dobrze. Znaczną część kontraktów przejęli bardziej konkurencyjni cenowo producenci z zagranicy. Z informacji, które do nas docierają wiemy, że sprzedaż drastycznie spadła, a firma działa obecnie głównie dzięki obowiązującym jeszcze umowom serwisowym, na sprzęt dostarczany klientom przed laty.

W zakładzie panuje też nieprzyjemna atmosfera, co skutkuje dużą rotacją pracowników. Przez taki stan rzeczy starą, wykwalifikowaną kadrę zastępują niedoświadczeni pracownicy. Zaistniała sytuacja pogłębia tylko problemy zakładu z utrzymaniem wysokiej jakości produkcji…

…..a było już tak pięknie….

Jak wskazuje powyższy przykład, lepiej nie spoczywać na laurach i ciągle szukać drogi do doskonalenia własnego biznesu. Bądź zatem czujny! Jeśli nie tak, jak porucznik Columbo, to może chociaż tak, jak porucznik Frank Drabin, który gdy już szuka…. to zawsze znajduje!

Nie wierzysz? No to zerknij tutaj 🙂

O śmierci w słonecznym LA – czyli co może doprowadzić spółkę do upadku.

Łukasz Flak        28 stycznia 2017        2 komentarze

Peter Falk jako porucznik Columbo

Ostatnio wieczorami odświeżam sobie pewien serial, który przed wieloma laty był hitem połowy kanałów telewizji (bowiem wtedy było ich, tj. tych kanałów – aż dwa 🙂 ). Jeśli nie urodziłeś się dostatecznie wcześnie to możesz nie kojarzyć jego głównego bohatera, a jest nim niewysoki porucznik wydziału zabójstw z policji miasta aniołów (jak to mówią meksykanie, którzy urodzili się jeszcze przed epoką muru Trumpa: „z El Ej”). Nasz bohater nosi wdzięczne, odziedziczone po sycylijskich przodkach nazwisko – Columbo.

Tak nawiasem mówiąc nie wiadomo czemu się to czyta „Kolombo”… hmm… chyba, żeby ze względu na włoskie korzenie naszego bohatera, nie dać satysfakcji Krzysiowi… ale nie temu od Puchatka, tylko tego co odkrył Amerykę. Cóż… jakby się nie czytało, budzi on we mnie wielką sympatię… może po części także dlatego, że aktor wcielający się w tą postać ma na nazwisko prawie takie jak ja. 🙂

Jeśli nie widziałeś jeszcze żadnego odcinka „Columbo” lepiej szybko nadrób zaległości, a najlepiej zrób to jeszcze przed przeczytaniem pozostałej części tego wpisu. Jeśli natomiast Columbo jest Ci dobrze znany, to popuść wodze fantazji i wyobraź sobie, że okiem kamery towarzyszysz mu w rozwikłaniu kolejnej kryminalnej zagadki.

Tym razem ofiarą okazała się całkiem dobrze zapowiadająca się firma. Z uwagi na prośbę rodziny o uszanowanie prywatności nie podaję tutaj jej nazwy. O rozpaczy rodziny niech świadczy jedynie fakt, że na jej grobie rodzice złożyli wieniec z przepełnionym żalem napisem na szarfie: „Kochanej spółce – córce”.  Smutek sytuacji pogłębiał także fakt, że w momencie zejścia (z rynku rzecz jasna) była jeszcze niepełnoletnia.

Sposób uśmiercenia ofiary sprawił, że dla Columbo oczywistymi podejrzanymi w sprawie byli bracia: ZUS i urząd skarbowy (znany też w półświatku jako: US).

W toku czynności śledczych okazało się jednak, że sprawa nie będzie tak prosta do rozwiązania. Ujawniło się bowiem, że obaj mieli alibi na czas zabójstwa. US w czasie gdy nastąpiła zbrodnia, akurat paraliżował kilka firm kontrolą krzyżową, zaś ZUS zarzynał parę jednoosobowych przedsiębiorstw, które miały gorszy okres w swej działalności i nie posiadały pieniędzy na opłacenie składek.

Na ubraniu obu znaleziono wiele krwawych plam, jednak grupa krwi zamordowanej obecnie firmy nie pasowała do żadnej z nich. Tym razem obaj byli więc poza podejrzeniem.

Columbo nie dawał jednak za wygraną. Postanowił, że uda się na miejsce zbrodni…. do gabinetu prezesa spółki – denatki. Charakterystycznym dla siebie, powłóczystym krokiem wszedł do opuszczonej już prawie siedziby firmy. Przeszedł przez opustoszały hall i sekretariat, aby nieśmiało wkroczyć przez uchylone drzwi do gabinetu prezesa.

Może to niekulturalne, żeby myszkować po czyimś biurze pod jego nieobecność, ale nie było innego wyjścia. Nie zawahał się. Miał bowiem w głowie słowa, które zawsze powtarzała mu żona: „pamiętaj aby kupić chleb”… wróć, wróć… to nie to: „pamiętaj Columbo, jeśli wchodząc gdzieś możesz rozwiązać sprawę, zrób to!”.

Dziwnym trafem pasowały one jak ulał do sytuacji (może dlatego, że je tak wymyśliłem?… a jeśli ktoś wie, jak do Columbo zwraca się żona, to proszę o kontakt, bo w serialu chyba nigdy nie pada jego imię… a raczej nie woła go w domu po nazwisku).

Gabinet nie był zbyt przestronny. Na starym, zdezelowanym biurku walały się jakieś papiery. Columbo rzucił na nie okiem (tym zdrowym rzecz jasna). Wynikało z nich, w sposób jednoznaczny, że denatka już od dłuższego czasu stawała się coraz mniej konkurencyjna i coraz gorzej wiodło się jej w sprzedaży własnych produktów.

Ostatnimi czasy proste zabiegi kosmetyczne nie tuszowały już dziwnych –  ja na jej młody jeszcze wiek – rys wizerunkowych. Coraz więcej wpadek w zakresie jakości produktu, brak możliwości zejścia z ceny, poniżej poziomu prezentowanego w ofertach konkurencji. Taaak! Miał już pewność. Wplątała się w niezłą kabałę. Tylko dlaczego? Zamiast tuszować niedoskonałości, mogła przecież dokonać przekształcenia formy prawnej, albo zbudować strukturę holdingową. Jak się wydaje proces upadku postępował powoli, więc był na to czas…

W gabinecie uwagę porucznika zwróciły liczne, należące do prezesa nagrody, zdobyte w turniejach golfowych. W oczy rzucały się też dwie torby kijów, używanych w tej szlachetnej grze. Columbo mógł określić, że były one znakomitej jakości i musiały kosztować fortunę. Interesował się bowiem kiedyś golfem, ale jego samego nie stać było na uprawianie tak drogiego sportu, bowiem skromną pensję policjanta wydawał na marnej jakości cygara… albo inwestował w remonty swego peugeota 403, rocznik ‘59. Z żalem zarzucił  więc marzenia o trafianiu do dołka (pocieszał się za to tym, że dzięki niemu do dołka, a właściwie „na dołek”, trafiają inni).

Columbo mógł się już zorientować, że prezes od jakiegoś czasu nie interesował się zbytnio swoją spółką, woląc przemierzać w godzinach pracy pole golfowe. Wskazywały na to również inne poszlaki. W szufladach biurka nie znalazł bowiem żadnych procedur pracowniczych, regulaminów i innych podobnych dokumentów, przygotowanych przez Kancelarię Derek&Flak.

Dopiero teraz zorientował się, że z gabinetu wychodziło małe okienko – niemal ukryte za szafą. Otwierało ono widok z pomieszczenia, wprost na opustoszałą teraz halę produkcyjną. Pewnie dzięki niemu prezes mógł podziwiać proces produkcji, bez spotykania się z pracowniczym motłochem. Columbo zerknął przez okienko, choć po oglądzie gabinetu i bez tego wiedział, czego spodziewać się w przestrzeni produkcyjnej. Jego… oku ukazał się widok zakładu, w którym nikt nie ma pojęcia o standaryzacji oraz zasadach zarządzania zgodnych z filozofią Lean Management.

Teraz musiał to wszystko poukładać sobie w głowie. Złożył prawą dłoń w charakterystyczną pozę: „kombinerki” i w zadumie przytknął ją do czoła. Ależ tak! Wszystko było już jasne! Z ulgą sięgnął do kieszeni prochowca po wymiętoszony kawałek cygara i wkładając go do ust, powolnym krokiem wyszedł z pokoju.

Ruszał na pole golfowe, aby dokonać aresztowania… nieco tylko przygnębiony perspektywą paru godzin, które będzie musiał teraz spędzić pisząc raport dla przełożonego.

A czy Ty wiesz już kto i w jaki sposób zamordował spółkę?

Jeśli nie, odpowiedź uzyskasz w niedalekiej przyszłości, w kolejnym wpisie 🙂

Jak co roku, na koniec grudnia nadszedł czas podsumowań. Dzisiaj mija bowiem okrągła pierwsza rocznica poprzedniego sylwestra. Ale nie chciałbym dzisiaj skupiać się na tym co na przestrzeni tego czasu wydarzyło się na blogu, lecz skłonić Cię do refleksji nad tym czy rok to dużo, czy mało czasu?

No niby dużo….  ale żeby ustalić czy rzeczywiście, zacznijmy od początku…. a właściwie od początku wszechświata 🙂 Jeśli czas, który upłynął od tego momentu (tj. około 13,7 mld. lat) skompresować do jednego roku, to obrazowo można byłoby powiedzieć, że rozpoczynając od północy Nowego Roku:

  • 10 min po północy – następuje emisja pierwszego światła, dzisiaj zwanego mikrofalowym promieniowaniem tła,
  • pod koniec stycznia – powstają pierwsze gwiazdy,
  • w połowie sierpnia – pierwszy raz rozbłyska słońce,
  • 4 września – powstaje ziemia,
  • 1 października – powstaje na ziemi życie,
  • 15 grudnia – pierwsze formy życia wychodzą na ląd,
  • w pierwszy dzień Świąt – powstają Tatry,
  • 29 grudnia  – dinozaury mają słabszy dzień,
  • na pół godziny przed północą – pojawia się pierwszy człowiek,
  • na 7 sekund przed północą – założono Rzym,
  • na 2 sekundy  przed północą – ma miejsce chrzest Polski,
  • na ułamek mikrosekundy przed północą – zacząłeś czytać ten wpis. 🙂

Tak więc w ciągu roku wiele może się zdarzyć…. Ale mam jeszcze jeden powód, aby zastanawiać się nad tym co może zdarzyć się w ciągu roku. Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie duża hurtownia materiałów i akcesoriów elektrycznych, z prośbą o przeprowadzenie działań optymalizacyjnych.

Klient zainteresowany był gównie usprawnieniem procesu sprzedaży w największym ze swych sklepów. Zależało mu więc, aby przygotować i wdrożyć procedury postępowania i regulaminy wynagradzania, motywujące pracowników, zapewniające odpowiednią organizację pracy i sprawność działań podejmowanych przez sprzedawców.

Żeby mieć pełne rozeznanie w problemach, które legły u podstaw poszukiwania przez Klienta optymalizacji w działalności przedsiębiorstwa, wysłaliśmy na miejsce zespół specjalistów z zakresu Lean Management, którzy mieli dostarczyć mi informacji potrzebnych do opracowania stosownych regulacji prawnych w firmie.

Na przestrzeni niemal miesiąca nasz trzyosobowy zespół Lean Management przypatrywał się każdemu aspektowi działania firmy. Zaproponował (i częściowo wdrożył) w tym czasie szereg usprawnień i zmian organizacyjnych, które z miejsca podniosły wydajność sprzedaży. Badanie to skutkowało również zmianą oprogramowania skanującego towary przy kasach, bowiem poprzednio zastosowane okazało się być źródłem wielu problemów, co ujawniły dopiero nasze badania… a z czego Klient w ogóle nie zdawał sobie sprawy.

To jednak co szczególnie utkwiło mi w pamięci z realizacji tego projektu, to jeden z pracowników. Jak wykazało nasze badanie – przez okrągły rok nie zajmował się on w ogóle sprzedażą (choć był zatrudniony jako handlowiec), lecz przez osiem godzin dziennie po prostu sobie chodził. Spacerował od półek z towarami do kasy i z magazynu do strefy pakowania towaru. 🙂

Dla klienta informacja ta nie była najmilsza, tym bardziej, że planował zatrudnić wkrótce kolejnych pracowników sprzedaży, sądząc że ten dział firmy osiągnął już maksimum swej wydajności w dotychczasowym składzie osobowym… gdy tymczasem jeden z handlowców nie pracował na zysk w firmie tylko sobie spacerował… i to niemal przez jedną czternastomiliardową wieku wszechświata 🙂

Ale jak to spacerował? 🙂 Już wyjaśniam. Oczywiście nie chodzi mi tu o konkretnego pracownika, lecz o to czym zajmowali się wszyscy pracownicy działu sprzedaży. A badanie tego aspektu działania firmy wykazało, że przez nieergonomiczne rozplanowanie przestrzeni roboczej pracownicy działu handlowego zamiast sprzedawać… zajmują się noszeniem towaru i chodzeniem do magazyny, aby sprawdzić to lub owo. Rocznie przekładało się to na jeden pełny etat osoby, która nie zajmowała się niczym innym w firmie, tylko właśnie chodzeniem 🙂

Nasz dział Lean management wydał zatem rekomendacje odnośnie zmiany „dróg” komunikacyjnych, rozłożenia towarów w magazynie, ustawienia kas itp. (nie obyło się bez wyburzenia jednej ściany 🙂 ) Pozwoliło to zaoszczędzić w skali roku ponad ¾ etatu i uwolnić dodatkowe moce przerobowe w dziale sprzedaży. Nie muszę chyba wskazywać że przełożyło się to na okrągłą sumkę, która została w kieszeni Klienta, który mógł w tej sytuacji zrezygnować z zatrudnienia dodatkowego sprzedawcy.

Dodatkowo opracowane przez nas zmiany w zakresie regulacji pracowniczych (wspomniane powyżej procedury i regulaminy wynagradzania) przełożyły się na znaczne podniesienie wydajności działań sprzedażowych przedsiębiorstwa… a Klient widząc osiągnięte efekty obecnie optymalizuje wraz z Kancelarią Derek&Flak kolejne sfery działalności firmy…. co niezmiernie mnie cieszy 🙂

Pomyśl zatem sam czy jeden rok, to długo, czy krótko? Ile niewydajnych procesów w twojej firmie przekłada się na wielkie marnotrawstwo zasobów firmy – jeśli spojrzeć na te procesy w perspektywie okresu rocznego? Czy wiesz jakie pieniądze są w ten sposób marnowane w Twoim przedsiębiorstwie?

Ale to dopiero po Nowym Roku. Póki co życzę Ci wszelkiej pomyślności w tym nadchodzącym! 🙂

PS. Informacje z początku wpisu opracowane na podstawie wyliczeń dr Stanisława Bajtlika.

W wirze przedświątecznych obowiązków zapewne musisz zająć się także zakupami. Pewnie zajrzysz również do pobliskiego warzywniaka – starej budy z blachy z odzysku, w której pan Zbyszek od lat sprzedaje najlepsze warzywa i owoce. Podejdziesz jak zwykle do lady, a sprzedawca zgrabiałymi z zimna rękami naładuje ze skrzynek chrupiącej marchwi i jędrnych pomidorów (i to takich prawdziwych, a nie tych malowanych ziemniaków z marketu).

Podziękujesz ślicznie za zakupy, pożyczysz wesołych Świąt, ale nawet przez myśl Ci nie przejdzie, że ten chudy jak szczapa, niepozorny sprzedawca, wiedzie drugie, tajne życie członka elity biznesowego establishmentu. Gdyby tylko ściągnął poplamiony fartuch. Twoim oczom ukazać mógłby się skryty pod spodem drogi garnitur…. nieco wymięty na plecach od jazdy w kubełkowym siedzeniu Ferrari. Domyśliłbyś się wówczas zapewne – patrząc na złote spinki u mankietów – że nie masz przed sobą zwykłego sprzedawcy, lecz najprawdziwszego prezesa zarządu spółki kapitałowej. 🙂

Jak to się stało, że pan Zbyszek zrobił tak oszałamiającą karierę? Czy mógłbyś podążyć jego śladami? Nic prostszego! Przepisy kodeksu spółek handlowych przewidują bowiem możliwość przekształcenia każdej jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółkę akcyjną (choć ta ostatnia opcja nie cieszy się wielkim powodzeniem). Niezależnie od rozmiarów prowadzonej działalności każdy może zatem w jednej chwili awansować na prezesa zarządu swojej własnej firmy (nawet jeśli jest to warzywniak, lub kiosk z prasą).

Tylko po co ktoś miałby robić takie przekształcenie (oprócz zyskania niekwestionowanego prestiżu, wynikającego z możliwości chwalenia się sprawowaniem nowej funkcji)?

W Kancelarii wielokrotnie prowadziliśmy tego rodzaju przekształcenia i moja praktyka wskazuje, że dokonujące je osoby korzystają z takiej możliwości w różnych celach, tj. na przykład:

  • dla ograniczenia osobistej odpowiedzialności za zobowiązania związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa (dotyczące tak sfery zewnętrznej tj. odpowiedzialności przed kontrahentami, ZUS i urzędem skarbowym, jaki i względem pracowników firmy),
  • dla pozyskania inwestora (bowiem przy prowadzeniu działalności w formie jednoosobowej, takie możliwości są w zasadzie wyłączone),
  • dla dokonania późniejszej sprzedaży przedsiębiorstwa (tj. precyzyjniej w celu sprzedaży wszystkich udziałów w spółce przekształconej – i to zarówno dla osiągnięcia z tego zysku, ale także w celu oddłużenia przedsiębiorstwa lub pozbycia się problematycznego, przynoszącego straty interesu),
  • dla dokonania późniejszego przekształcenia w spółkę komandytową, lub wejścia spółki przekształconej do spółki komandytowej (tj. dla uzyskania efektu optymalizacji podatkowej oraz efektu mocniejszego jeszcze zabezpieczenia majątku osobistego – zobacz wpis o jednoosbowej strukturze holdingowej),
  • dla dokonania podziału przedsiębiorstwa,
  • dla formalnego dopuszczenia do interesu nowych wspólników (często tych, którzy wcześniej byli tzw. wspólnikami cichymi),
  • dla skorzystania z dofinansowania – dotacji z Funduszy Europejskich, które przewidują możliwość dotowania tylko przedsiębiorstw w formie prawnej spółek z o.o.

Tak, tak. Te wszystkie cele (i wiele innych) można osiągnąć, właśnie dzięki przekształceniu jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Oczywiście, w każdym wypadku, przed przystąpieniem do przekształcenia najlepiej jest zasięgnąć porady specjalisty, który przez pryzmat swojej wiedzy i doświadczenia oceni czy najlepszą drogą do zamierzonego efektu będzie właśnie przekształcenie jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę z o.o.

Polecam takie rozwiązanie szczególnie gorąco, bowiem wspólnie ze specjalistami Kancelarii Derek&Flak z zakresu księgowości lub finansów oraz biegłym rewidentem (zobacz księgowość Kancelarii: Księgowi Dla Biznesu), często wskazywałem do realizacji inne scenariusze działań niż te, pierwotnie założone przez klienta. Działo się tak z różnych przyczyn, np. żeby ułatwić proces dojścia do zamierzonego efektu, zoptymalizować go kosztowo lub podatkowo, lub uniknąć pułapek czekających na drodze do przekształcenia.

Nakreślona powyżej droga do sukcesu i piastowania stanowiska prezesa zarządu stoi zatem dla Ciebie otworem. Dlatego jeśli chciałbyś – jak pan Zbyszek – przeistoczyć się w lwa biznesu, zachęcam Cię do rozważania przekształcenia jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością… a następnym razem, kiedy zajrzysz do kiosku lub warzywniaka, dobrze przypatrz się sprzedawcy. Świat pełen jest prezesów! 🙂