O śmierci w słonecznym LA – czyli co może doprowadzić spółkę do upadku.

Łukasz Flak        28 stycznia 2017        2 komentarze

Peter Falk jako porucznik Columbo

Ostatnio wieczorami odświeżam sobie pewien serial, który przed wieloma laty był hitem połowy kanałów telewizji (bowiem wtedy było ich, tj. tych kanałów – aż dwa 🙂 ). Jeśli nie urodziłeś się dostatecznie wcześnie to możesz nie kojarzyć jego głównego bohatera, a jest nim niewysoki porucznik wydziału zabójstw z policji miasta aniołów (jak to mówią meksykanie, którzy urodzili się jeszcze przed epoką muru Trumpa: „z El Ej”). Nasz bohater nosi wdzięczne, odziedziczone po sycylijskich przodkach nazwisko – Columbo.

Tak nawiasem mówiąc nie wiadomo czemu się to czyta „Kolombo”… hmm… chyba, żeby ze względu na włoskie korzenie naszego bohatera, nie dać satysfakcji Krzysiowi… ale nie temu od Puchatka, tylko tego co odkrył Amerykę. Cóż… jakby się nie czytało, budzi on we mnie wielką sympatię… może po części także dlatego, że aktor wcielający się w tą postać ma na nazwisko prawie takie jak ja. 🙂

Jeśli nie widziałeś jeszcze żadnego odcinka „Columbo” lepiej szybko nadrób zaległości, a najlepiej zrób to jeszcze przed przeczytaniem pozostałej części tego wpisu. Jeśli natomiast Columbo jest Ci dobrze znany, to popuść wodze fantazji i wyobraź sobie, że okiem kamery towarzyszysz mu w rozwikłaniu kolejnej kryminalnej zagadki.

Tym razem ofiarą okazała się całkiem dobrze zapowiadająca się firma. Z uwagi na prośbę rodziny o uszanowanie prywatności nie podaję tutaj jej nazwy. O rozpaczy rodziny niech świadczy jedynie fakt, że na jej grobie rodzice złożyli wieniec z przepełnionym żalem napisem na szarfie: „Kochanej spółce – córce”.  Smutek sytuacji pogłębiał także fakt, że w momencie zejścia (z rynku rzecz jasna) była jeszcze niepełnoletnia.

Sposób uśmiercenia ofiary sprawił, że dla Columbo oczywistymi podejrzanymi w sprawie byli bracia: ZUS i urząd skarbowy (znany też w półświatku jako: US).

W toku czynności śledczych okazało się jednak, że sprawa nie będzie tak prosta do rozwiązania. Ujawniło się bowiem, że obaj mieli alibi na czas zabójstwa. US w czasie gdy nastąpiła zbrodnia, akurat paraliżował kilka firm kontrolą krzyżową, zaś ZUS zarzynał parę jednoosobowych przedsiębiorstw, które miały gorszy okres w swej działalności i nie posiadały pieniędzy na opłacenie składek.

Na ubraniu obu znaleziono wiele krwawych plam, jednak grupa krwi zamordowanej obecnie firmy nie pasowała do żadnej z nich. Tym razem obaj byli więc poza podejrzeniem.

Columbo nie dawał jednak za wygraną. Postanowił, że uda się na miejsce zbrodni…. do gabinetu prezesa spółki – denatki. Charakterystycznym dla siebie, powłóczystym krokiem wszedł do opuszczonej już prawie siedziby firmy. Przeszedł przez opustoszały hall i sekretariat, aby nieśmiało wkroczyć przez uchylone drzwi do gabinetu prezesa.

Może to niekulturalne, żeby myszkować po czyimś biurze pod jego nieobecność, ale nie było innego wyjścia. Nie zawahał się. Miał bowiem w głowie słowa, które zawsze powtarzała mu żona: „pamiętaj aby kupić chleb”… wróć, wróć… to nie to: „pamiętaj Columbo, jeśli wchodząc gdzieś możesz rozwiązać sprawę, zrób to!”.

Dziwnym trafem pasowały one jak ulał do sytuacji (może dlatego, że je tak wymyśliłem?… a jeśli ktoś wie, jak do Columbo zwraca się żona, to proszę o kontakt, bo w serialu chyba nigdy nie pada jego imię… a raczej nie woła go w domu po nazwisku).

Gabinet nie był zbyt przestronny. Na starym, zdezelowanym biurku walały się jakieś papiery. Columbo rzucił na nie okiem (tym zdrowym rzecz jasna). Wynikało z nich, w sposób jednoznaczny, że denatka już od dłuższego czasu stawała się coraz mniej konkurencyjna i coraz gorzej wiodło się jej w sprzedaży własnych produktów.

Ostatnimi czasy proste zabiegi kosmetyczne nie tuszowały już dziwnych –  ja na jej młody jeszcze wiek – rys wizerunkowych. Coraz więcej wpadek w zakresie jakości produktu, brak możliwości zejścia z ceny, poniżej poziomu prezentowanego w ofertach konkurencji. Taaak! Miał już pewność. Wplątała się w niezłą kabałę. Tylko dlaczego? Zamiast tuszować niedoskonałości, mogła przecież dokonać przekształcenia formy prawnej, albo zbudować strukturę holdingową. Jak się wydaje proces upadku postępował powoli, więc był na to czas…

W gabinecie uwagę porucznika zwróciły liczne, należące do prezesa nagrody, zdobyte w turniejach golfowych. W oczy rzucały się też dwie torby kijów, używanych w tej szlachetnej grze. Columbo mógł określić, że były one znakomitej jakości i musiały kosztować fortunę. Interesował się bowiem kiedyś golfem, ale jego samego nie stać było na uprawianie tak drogiego sportu, bowiem skromną pensję policjanta wydawał na marnej jakości cygara… albo inwestował w remonty swego peugeota 403, rocznik ‘59. Z żalem zarzucił  więc marzenia o trafianiu do dołka (pocieszał się za to tym, że dzięki niemu do dołka, a właściwie „na dołek”, trafiają inni).

Columbo mógł się już zorientować, że prezes od jakiegoś czasu nie interesował się zbytnio swoją spółką, woląc przemierzać w godzinach pracy pole golfowe. Wskazywały na to również inne poszlaki. W szufladach biurka nie znalazł bowiem żadnych procedur pracowniczych, regulaminów i innych podobnych dokumentów, przygotowanych przez Kancelarię Derek&Flak.

Dopiero teraz zorientował się, że z gabinetu wychodziło małe okienko – niemal ukryte za szafą. Otwierało ono widok z pomieszczenia, wprost na opustoszałą teraz halę produkcyjną. Pewnie dzięki niemu prezes mógł podziwiać proces produkcji, bez spotykania się z pracowniczym motłochem. Columbo zerknął przez okienko, choć po oglądzie gabinetu i bez tego wiedział, czego spodziewać się w przestrzeni produkcyjnej. Jego… oku ukazał się widok zakładu, w którym nikt nie ma pojęcia o standaryzacji oraz zasadach zarządzania zgodnych z filozofią Lean Management.

Teraz musiał to wszystko poukładać sobie w głowie. Złożył prawą dłoń w charakterystyczną pozę: „kombinerki” i w zadumie przytknął ją do czoła. Ależ tak! Wszystko było już jasne! Z ulgą sięgnął do kieszeni prochowca po wymiętoszony kawałek cygara i wkładając go do ust, powolnym krokiem wyszedł z pokoju.

Ruszał na pole golfowe, aby dokonać aresztowania… nieco tylko przygnębiony perspektywą paru godzin, które będzie musiał teraz spędzić pisząc raport dla przełożonego.

A czy Ty wiesz już kto i w jaki sposób zamordował spółkę?

Jeśli nie, odpowiedź uzyskasz w niedalekiej przyszłości, w kolejnym wpisie 🙂

{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Adam Knopik | Transportowy Styczeń 29, 2017 o 14:08

Akurat przedwczoraj oglądałem przygody porucznika Columbo – wpis zapowiada się niezwykle ciekawie i chociaż w przeciwieństwie do serialu, nie wiemy od początku kto zabił spółkę córkę, to tym bardziej z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg tej elektryzującej historii 🙂

Odpowiedz

Dominik Styczeń 30, 2017 o 10:57

Gratuluję lekkości pisania, bo utrzymywać przez cały tekst narzuconą metaforę (w tym wypadku – śledztwa) bez popadnięcia w nachalność i bez znużenia czytelnika to w mojej ocenie nie lada wyczyn 😉 Czytało się przyjemnie, pozdrawiam.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: