Rozwiązanie zagadki martwego przedsiębiorstwa.

Łukasz Flak        17 lutego 2017        Komentarze (1)

Nie bądź megalomanem! Miej świadomość gdzie jest Twoje miejsce.

Jakiś czas temu obiecałem Ci rozwiązanie zagadki kryminalnej, w której gościnnie zgodził się wystąpić porucznik Columbo (za co składam mu niniejszym gorące podziękowania 🙂 ).

No to do dzieła!

Bez ogródek wskażę, że sprawcą tragedii odcinka był znany złoczyńca, o wielu przestępczych pseudonimach.

Z takich najbardziej znanych wymienić można:

  • brak należytej dbałości o biznes (to dopiero jest rozbudowane pseudo, godne prawdziwego mężczyzny, a nie takie aliasowe słabizny, jakie przybierają sobie gwiazdy rocka, np. jakiś tam Bono, albo Sting),
  • megalomania i przeświadczenie o własnej wielkości,
  • brak działań zmierzających do rozwoju i podniesienia wartości firmy względem konkurencji,
  • nie uwzględnienie potencjalnych zagrożeń dla biznesu i nie przeciwdziałanie im.

Co skłoniło mnie do wskazania takich, a nie innych przyczyn upadku firmy? … Życie!

Pamiętam gdy ponad dwa lata temu zaproszony zostałem – wraz z szefem Kancelaryjnego zespołu Lean Management – na spotkanie w sprawie optymalizacji działalności do dużej, śląskiej firmy. Przedsiębiorstwo to wykonywało specjalistyczne oprzyrządowanie, wykorzystywane głównie w fabrykach branży automotiv (dla niezaznajomionych z tematem – czyli tam gdzie produkują wszystko co jeździ i ma więcej niż dwa koła 🙂 ).

Zarząd firmy przyzwyczaił się do silnej pozycji na rynku, którą jak się okazało w rozmowie, zdobył przed laty głównie dzięki początkowemu, niskiemu progowi inwestycji w infrastrukturę zakładu (bowiem został on sprywatyzowany i sprzedany przez Skarb Państwa obecnemu właścicielowi za tak śmieszne pieniądze, że gdy dzisiaj przywoła się wspomnienie tamtych czasów w biurze zarządu, wszyscy od razu tarzają się ze śmiechu po podłodze).

Zdradzono nam również, że w najbliższym czasie produkty zakładu mają być sprzedane między innymi do nowo powstających fabryk w Meksyku. Władze spółki były z tego bardzo dumne. Tak ogólnie mówiąc, to ze wszystkiego były bardzo dumne – nie tylko z tego Meksyku. Wszystko w firmie było w przekonaniu zarządu najlepsze, największe, najnowocześniejsze (i jeszcze parę naj mógłbym tu wymienić).

W toku spotkania zaczęliśmy się nawet zastanawiać, po co tak naprawdę zostaliśmy zaproszeni, skoro nie ma czego optymalizować i wszystko tak świetnie się układa? Problemy w firmie nie występowały. Na pytania o wszelkie kwestie prawne słyszeliśmy tylko – mamy to już załatwione i już niczego nie da się tu poprawić. Także w trakcie omawiania zasad szczupłego zarządzania (Lean Management) spotykaliśmy się raz za razem z odpowiedzią – my to już wdrożyliśmy!

Na te słowa spojrzeliśmy po sobie ze specjalistą naszego działu Lean Management, z lekkim zdziwieniem. To co przed chwilą usłyszeliśmy świadczyło, że… firma była już trupem.

Istotą działań optymalizacyjnych jest bowiem to, że nie można ich wdrożyć. Ich podejmowanie stanowi nieustającą drogę do doskonałości, której (co oczywiste) nie można osiągnąć, choćby ze względu na zmieniające się uwarunkowania zewnętrzne. Jeśli takich działań nie podejmuje się nieustannie, konkurencja szybko wejdzie w miejsca rynku, w których byliśmy do tej pory dobrze usadowieni.

Innego zdania był jednak zarząd przedsiębiorstwa. Wiceprezes – zamiast pracą – zajmował się już głównie rozwojem swojego ekscentrycznego hobby (nie podam tu o jakie hobby chodzi, bo było ono na tyle nietypowe, że można by tym tropem zidentyfikować opisywaną firmę 🙂 ), a pozostali przyznali w rozmowie, że nie specjalnie chcą już angażować się w rozwój przedsiębiorstwa, bowiem według nich teraz przyszedł już czas wyłącznie na odcinanie kuponów.

Zrozumieliśmy wtedy, cel tego spotkania. Ci ludzie chcieli się jedynie pochwalić przed nami tym „sukcesem” i stanem, w którym ktoś, kto chciałby zaproponować im jakieś działania doskonalące, musiałby odejść z kwitkiem. Podziękowaliśmy więc grzecznie za rozmowę zabierając kwitek.

Niedawno – zupełnie przypadkiem – otrzymaliśmy sygnał, że w zakładzie tym nie dzieje się dobrze. Znaczną część kontraktów przejęli bardziej konkurencyjni cenowo producenci z zagranicy. Z informacji, które do nas docierają wiemy, że sprzedaż drastycznie spadła, a firma działa obecnie głównie dzięki obowiązującym jeszcze umowom serwisowym, na sprzęt dostarczany klientom przed laty.

W zakładzie panuje też nieprzyjemna atmosfera, co skutkuje dużą rotacją pracowników. Przez taki stan rzeczy starą, wykwalifikowaną kadrę zastępują niedoświadczeni pracownicy. Zaistniała sytuacja pogłębia tylko problemy zakładu z utrzymaniem wysokiej jakości produkcji…

…..a było już tak pięknie….

Jak wskazuje powyższy przykład, lepiej nie spoczywać na laurach i ciągle szukać drogi do doskonalenia własnego biznesu. Bądź zatem czujny! Jeśli nie tak, jak porucznik Columbo, to może chociaż tak, jak porucznik Frank Drabin, który gdy już szuka…. to zawsze znajduje!

Nie wierzysz? No to zerknij tutaj 🙂

{ 1 komentarz… przeczytaj go poniżej albo dodaj swój }

Paweł Luty 21, 2017 o 10:17

Szanowny Panie Mecenasie

Pańska opowieść potwierdza prawdziwość starego powiedzenia: „kto nie idzie do przodu ten się cofa”.

Bardzo pouczająca i dobrze opowiedziana opowieść notabene 🙂

Pozdrawiam serdecznie
Paweł Ludwiczak

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: